13 lipca 2013, wspomnienia z ostaniego dnia pobytu w Bundoli…

13 lipca 2013, sobota
„Nadszedł ostatni dzień budowy i… niestety mojego pobytu również.
Budzik nastawiłam na 5:30, bo czeka mnie dziś bardzo dużo pracy. Całą noc źle spałam i co chwila się przebudzałam pomimo, że nie miałam do tego powodów. Jestem przekonana, że perspektywa końca tej niesamowitej przygody, przymusu dokończenia wielu spraw, chociaż wcale nie jestem na to jeszcze gotowa, nie dawała mi spać. Mam bardzo mało czasu na to, by zrealizować mój plan szkoły pełnej cytatów i rysunków. Wiele ścian nie jest nawet pomalowana, a ja mam jeszcze względem nich ambitne plany. Zależy mi by patrząc na szkołę, dzieci opatrzyły się z podstawowymi zwrotami, wyrazami, alfabetem, liczbami, działaniami matematycznymi. By stała się dla nich przyjemnym, wywołującym pozytywne emocje miejscem, by wywoływała kreatywność, inspirowała i zachęcania do dowiedzenia się więcej. (…)
Po 16:00 zakończyły się prace na szkołą na ghańskiej sawannie!
Szkoła podstawowa Ryszarda Kapuścińskiego jest z pewnością najbardziej kolorową szkołą w całej Ghanie – pełną cytatów, rysunków, liter i matematycznych działań. Na głównych ścianach można również znaleźć miniaturkę mapy świata, przeczytać motywujące i inspirujące hasła oraz teksty dziecięcych piosenek. A kolorowe ściany rozbudzają kreatywność.

Kiedy ja biegałam jeszcze z pędzlem, by dopracować niedoróbki, przyjęcie zorganizowane przez mieszkańców z okazji mojego wyjazdu, nabierało rozpędu. Mężczyźni i dzieci zebrały się w kółku. Wódz założył swój odświętny strój, a dookoła niego zasiedli pozostali mężczyźni, których rola w wiosce jest istotna.
Uczucie totalnego zaskoczenia mieszało się ze wzruszeniem i podekscytowaniem. Szczerze żałowałam, że muszę opuszczać to miejsce, tych ludzi. Teraz kiedy wszystko udało się, na moim ubraniu jest jeszcze świeża farba, muszę wyjechać. Teraz gdy mogę pocieszyć się codziennością muszę opuścić to miejsce, w które włożyłam całą siebie.
W atmosferze patosu zaprosiłam do uroczystego otwarcia szkoły i przecięcia wstęgi. Był już zmrok, ale dzięki temu, że zamontowany został panel słoneczny można było wszystko zobaczyć.
Gdy doszliśmy do ostatniej klasy poczułam co się wydarzyło – wybudowaliśmy szkołę w Ghanie!
„Madame, please don’t go…” Cały czas słyszę jeszcze te słowa wypowiadane przez dzieci. Jak o tym pomyślę to łezka mi się w oku kręci.
Czuję niedosyt. Mam świadomość ogromu pracy i ogromnego trudu włożonego w realizację celu, ale również odpowiedzialności, która stanie teraz przed społecznością i przede mną oraz Fundacją. Bycie w jednym czasie – nauczycielem, animatorem, fotografem, kamerzystą, reporterem, budowniczym, księgowanym, człowiekiem z innej rzeczywistości, który stale walczy by coś zrozumieć i coś powiedzieć – bywała niezwykle trudna i wyczerpująca. Wielokrotnie nie potrafiłam wtopić się w klimat słodkiego lenistwa, cieszenia się chwilą i nie myśleć co będzie jutro. Na swoich barkach cały czas czułam też zobowiązania i odpowiedzialność. Ludzie mi zaufali więc nie chciałam iść zawieść.
Minęły 4 tygodnie od mojego przyjazdu do Ghany, a ja mam wrażenie jakbym była tu całe wieki. Moja walizka jest prawie pusta w rzeczy materialne, ale pełna niesamowitych wspomnień, emocji, uczuć, ekscytacji, ludzi, którzy zamieszkali już w moim sercu, wielu zabawnych chwil i takich, w których musiałam sama walczyć z własnymi słabościami. To niesamowite, a zarazem dziwne uczucie gdy marzenie stało się rzeczywistością – ciężką, pełną wyzwań, ale i wsparcia, pomocy, a efekty zaangażowania i pracy pozostaną na długo. Sama się do siebie z tego powodu czasami uśmiecham.
Nie lubię słyszeć słów skierowanych w moim kierunku „jestem z Ciebie dumny”, „dokonałaś czegoś wielkiego”, bo ja to zawsze chciałam zrobić. Wiedziałam, że przemyślana pomoc pomoże lokalnej społeczności, a mi sprawi radość z dawania. Gdy patrzę, z perspektywy, na to co się stało, to też jestem troszkę dumna. Wiem jednak, że sama nie miałabym szansy tego zrobić. Zasługa Fundacji, która zainspirowała mnie do takiego projektu, Mariusza, który był moich ghańskim guru, dzielił się wiedzą i doświadczeniem, fundatora – MiniLo&Aniela, który sam wyszedł z inicjatywą zasponsorowania budynku szkolonego, setek osób, które dołączyły i od pierwszego kroku wspierały projekt finansowo i mentalnie oraz firm, które zaufały nieznajomej dziewczynie, która miała cel i wierzyła w jego realizację – jest nieoceniona! Mam wrażenie, że jest to wspólne dzieło wielu tysięcy osób. Każdy z nich postawił swoją cegiełkę i zarówno ta pierwsza, jak i ta ostania, ma równie ważne zadanie.
Początkowo plan zakładał tylko budowę szkołę. Liczyłam na to, że uda się zakupić również przybory szkolne – i na tym koniec. Udało się zrobić znacznie więcej – dzięki wszystkim ludziom, którzy tak chętnie włączyli się do akcji, udało się  kupić szkolne przybory, a także włączyć światło w szkole w wiosce, która do tej pory była całkowicie pozbawiona elektryczności. Dzięki zaangażowaniu i wsparciu finansowemu darczyńców udało się zmienić sytuację dzieci, które do tej pory uczyły się w świetle latarek i lamp naftowych. Wkrótce zostanie również ukończona budowa studni. Dotychczas najbliższe ujęcie wody znajdowało się w odległości 2 kilometrów od wioski. Odległość ta była pokonywana pieszo, najczęściej przez dzieci, w 40 stopniowym upale, z kilkunasto-litrowym     zbiornikiem     wody     na     głowie, a dzięki zebraniu większej ilości mieszkańcy będą mieli dostęp do czystej wody bezpośrednio w wiosce.
Jest to jednak jedno-milowy krok! Przed nami jeszcze kilka. Teraz musęe zadbać nie tyle o materialny aspekt, ale o poziom edukacji, nastawienie i wyrobienie nawyku uczenia się. Tak bardzo mi zależy byśmy choćby kilkorgu z tych dzieci pomogli – by dzięki szkole wiedzieli więcej, robili lepiej, mogli być bardziej świadomi, nabyli umiejętność pisania, czytania, liczenia i posługiwania się swoim urzędowym językiem. Chciałabym, aby uczęszczanie do szkoły dało im poczucie, że wykorzystując tą szansę, która została im podarowana i że mogą spełnić swoje marzenia „bycia kimś”. Mam nadzieję, że zasiałam w nich ziarno ciekawości i motywacji, a w rodzicach poczucie celowości w chodzeniu do szkoły ich dzieci. Nie będzie to łatwa droga, bez wyzwań i trudności, ale dzięki pracy, chęci, motywacji, zaangażowaniu i pomocy przy tych pierwszych, najtrudniejszych krokach szanse wzrastają.
To były najwspanialsze 4 tygodnie mojego życia”.

A co będzie teraz…?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s