Nasz pęd za „mieć” zamyka nam oczy na świat i tak odkładamy życie na półkę…

Gonimy za ustawicznym rozwojem, wyższym stanowiskiem, pieniędzmi, większym mieszkaniem, lepszym samochodem, a gdy w pocie czoła zrealizujemy garstkę tych naszych „marzeń” pojawiają się nowe. I tak odkładamy życie na półkę. Okazuje się, że nasz pęd za „mieć” zamyka nam oczy na świat.  Podróżując, zmieniamy perspektywę i nabieramy dystansu.  Zamiast posiadać, pragniemy doświadczać. Zamiast strachu przed światem, nabieramy odwagi. Zamiast samotności, podróż zapewnia nam wspaniałych towarzyszy. 

Gdyby  ktoś, powiedział mi kilka lat temu, że pojadę sama do Ghany, zamieszkam w wiosce z daleka od cywilizacji, wspólnie z mieszkańcami wybuduję szkołę, włączę światło w klasach, pomimo, że osada była pozbawiona dostępu do elektryczności oraz podaruję czystą wodę – to nie wiem czy bym uwierzyła, ale na pewno powiedziałabym, że bardzo chciałabym to zrobić!

I zrobiłam, bo chociaż nigdy nie ma wystarczającej ilości czasu, by zrealizować nasze plany to warto go wygospodarować na to, co jest dla nas w życiu ważneOłówkową spódnicę, zamieniłam na szorty, korytarze ogromnej korporacji pokrytej marmurami na  cynamonową ziemię, przygotowywanie kampanii na zajęcia plastyczne z dziećmi, komputer na łopatę, a wygodne łózko na lepiankę. 

Pobudka w glinianej chacie pełnej owadów. Poranny spacer nad rzekę, aby przynieść wodę do mycia i gotowania. Skromna kąpiel w wiadrze. Śniadanie, składające się z papki z manioku z dodatkiem ostro przyprawionego oleju… W takich warunkach czysta woda, łóżko wolne od karaluchów, moskitiera chroniąca przed komarami i malarią, elektryczność oraz toaleta stają się szczytem luksusu. Ale to nie luksus uczynił tę podróż wyjątkową. Największym dobrodziejstwem jakiego doświadczyłam była możliwość spotkania wspaniałych ludźmi. Akceptacja i otwartość mieszkańców. Historie lokalnej społeczności przy ognisku. Inspirujące znajomości. Codzienna wymiana uśmiechów. Obserwacja miejscowych zwyczajów i możliwość poznawania świata, który jeszcze do niedawna znałam tylko z książek Tonego Halika.

Bundoli – niewielka wioska na północy Ghany. Oddalona od cywilizacji, bez dostępu do elektryczności, pitnej wody, szkoły. Życie toczy się zgodnie z rytmem natury. Kobiety wychowują gromadkę dzieci, gotują codziennie to samo jedzenie i wędrują kilka razy dziennie po wodę z kilkunastolitrowym zbiornikiem na głowie. Do najbliższej rzeki trzeba przejść kilka kilometrów. W 40 stopniach, palącym słońcu i porywistym wietrze niosącym piasek z pustyni jest to długa droga do pokonania. Mężczyźni odpowiedzialni są za uprawę pola, która na sawannie jest jedynym źródłem pożywienia i utrzymania. Zadaniem dzieci jest pomoc w pracach domowych. Nie mają wielkich szans i możliwości. Życie proste od lat, utarte schematy nie pozwalają na wyjście poza ramy ich powszedniego życia. Przemierzenie samotnie kilku tysięcy kilometrów, aby dotrzeć do tej niewielkiej wioski na sawannie, dla wielu mogłaby wydawać się monotonne lub nieciekaweDla mnie jednak piękno tej podróży tkwiło w ludziach, kulturze oraz tym, co mieliśmy wspólnie stworzyć .

Napotkane okoliczności wymagały ode mnie ciągłego dostosowywania się do innych realiów życia, ale jednocześnie dostarczały fascynujących i emocjonalnych przeżyć, niosących ze sobą ogrom radości i wzruszeń. Mieszkańców intrygowały moje długie, jasne włosy, pisanie pamiętnika, korzystanie z łyżki, papieru toaletowego, chusteczek, a także picie butelkowanej wody. To co dla mnie było codziennością (noszenie butów, okularów przeciwsłonecznych, bielizny), dla nich było ciekawostką. Mnie natomiast nieustannie dziwiło ich podejście do wychowywania dzieci, społecznie akceptowana poligamia, staranne dbanie o higienę pomimo braku dostępu do bieżącej wody, bardzo skromne chaty, ich szczery zachwyt monotonnym jedzeniem, kultywowanie wspólnego spożywania posiłków, twórcze zabawy dzieci, a przy tym ich niezwykła pracowitość, skromność, skłonność do niesienia pomocy, uczciwość  oraz niezwykły szacunek dla rodziny.

Dzięki temu, że zatrzymałam się w wiosce, żyłam w takich samych warunkach jak mieszkańcy i spędzałam z nimi każdą chwilę – jadłam przygotowane przez nich posiłki, pracowałam na budowie, chodziłam po wodę do oddalonego o kilka kilometrów źródła, bawiłam się i uczyłam dzieci, a nocą żyłam w takiej samej ciemności jak oni – mogę powiedzieć, że trafiłam do świata ich codziennych problemów i radości.Pozwoliło mi to zaobserwować wiele rzeczy, których nie byłabym w stanie zrozumieć jeżeli nie żyłabym z nimi tak blisko . Niesamowitym doświadczeniem było obserwowanie jak z dnia na dzień otwiera się przede mną cała wioska. Dopiero wkraczając w realia życia wioski – rozmawiając i wykonując codzienne obowiązki byłam w stanie zrozumieć podejście mieszkańców do życia – bez wartościowania i oceniania, bez mówienia co jest dobre, a co powinno wyglądać inaczej.

Kobiety w Ghanie mają znacznie mniej praw i przywilejów niż mężczyźni. Nie podejmują decyzji, wykonują obowiązki i zadania wskazane przez mężczyznę. Moja rola w wiosce odwracała te schematy – byłam koordynatorką budowyustalałam szczegóły powstawania szkoły z szefem ekipy, spotykałam się z wodzem wioski mówiąc o postępach i zgłaszając potrzeby. 

Cały świat, który mnie wtedy interesował składał się z placu budowy wypełnionego zapracowanymi mieszkańcami i setką uśmiechniętych, rozbieganych dzieci. Nie patrzyłam na zegarek. Słońce  określało mój plan dnia. Mogłam niespiesznie witać się uroczym „dasiba” (tzn. „dzień dobry” w lokalnym języku komba) i oglądać interaktywny spektakl przedstawiany przez naturę. Otoczona gromadką dzieci siadałam pod drzewem – kozy krzątały się w zagrodzie, kury gdakały w oddali, a ptaki przekrzykiwały się między sobą, każdy w swoim rytmie i tempie, a jednak całość brzmiała  jakby dyrygent stał gdzieś w trawach i dyrygował całą tą orkiestrą. Do koncertu, co kilka dni zrywał się silny wiatr, kołysząc liśćmi i zapowiadając ulewny deszcz na sawannie. Natomiast w nocy, rozgwieżdżone niebo zachwycało i inspirowało do refleksji.

Szkoła rosła w oczach. W niektórych momentach w budowę zaangażowanych było kilkudziesięciu mieszkańców. Każda rzecz, wykorzystywana na budowie była wykonywana ręcznie. Załopaty służyły ręce, za taczki – miski i rowery. Nie było betoniarki ani bieżącej wody do wykorzystania. Cegły wykonywane były na miejscu w specjalnie przygotowywanych formach. Wodę przynosiły kobiety na głowach. Każda z nich była w stanie przenieść jednorazowo nawet 50 litrów. Wszystko odbywało się z zachowaniem lokalnych zwyczajów. W przerwach, pomiędzy zalewaniem fundamentów i stawianiem ścian, zbierałam wszystkie dzieci z Bundoli, prowadziłam lekcje, organizowałam zabawy i zajęcia artystyczne.

W ciągu zaledwie kilkunastu dni powstała szkoła dla dzieci z Bundoli nazwana imieniem wybitnego pisarza i reportera – Ryszarda Kapuścińskiego. Szkoła po dziś dzień jest przystanią edukacyjną wioski. Ściany szkoły pokrywają niezliczone cytaty, rysunki, litery oraz działania matematyczne. Na jednej z głównych ścian budynku można również znaleźć miniaturkę mapy świata dającą mieszkańcom wyobrażenie o ich miejscu w globalnej rzeczywistości, a także przeczytać motywujące i inspirujące hasła oraz teksty dziecięcych piosenek. Dzięki sponsorowi i wszystkim ludziom, którzy tak chętnie włączyli się do akcji, którą organizowałam z Fundacją Dzieci Afryki, kupiliśmy również przybory szkolne, a także włączyliśmy światło w wiosce, która do tej pory była całkowicie pozbawiona elektryczności, a dzieci wieczorami uczyły się w świetle latarek i lamp naftowych. Została również ukończona budowa studni.Obecnie mieszkańcy mają dostęp do pitnej wody bezpośrednio w wiosce.

Podróż w głąb Ghany wymagała zaangażowania, czasu i walki z własnymi słabościami, ale satysfakcja z odbytej podróży jest bezcenna. Tym większa jest przez to, że pozostawiła po sobie trwały ślad w lokalnej społeczności. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s