Trekking w górach Transylwanii, kręta droga transfogarska, spotkanie z niedźwiedziami i nocne życie w Bukareszcie – pomysł na ciekawe 5 dni w Rumunii.

Tym razem zapraszam do relacji z Rumunii napisana przez współtowarzyszy naszej podróży po Rumunii. 🙂 Jarek, dziękuję i zapraszam w rumuńską podróż.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się czy warto odwiedzić ten kraj, podpowiem Wam, że zdecydowanie WARTO!
IMG_1677.JPG

Dzień 1

Naszą przygodę rozpoczęliśmy w stolicy tego kraju – Bukareszcie, gdzie po wylądowaniu wynajęliśmy auto i przemieściliśmy się jeszcze tego samego dnia w rejon gór Transylwanii, do miasteczka Sinaia. Jeśli ktokolwiek z Was jeszcze myśli, że Rumunia to zacofany biedny kraj, że ludzie tam siedzą na ulicach i czekają, aż ktoś im wrzuci do kubka parę leji – rumuńska waluta – żyje w dużym błędzie 🙂
To mocno rozwijający się europejski kraj, gdzie momentami gołym okiem widać jak może i raczkujący, ale już kapitalizm, głęboko wdziera się w stare postkomunistyczne tradycje zarówno w sferze życia codziennego, jak i w architekturze krajobrazu oraz teraźniejszym podejściu do życia samych mieszkańców tego niewątpliwie urokliwego i gościnnego kraju.
Oddalone o około 100 km od stolicy Rumunii miasto Sinaia, okazało się miejscem naprawdę nie wiele ustępującym pod wglądem szeroko pojętej bazy turystycznej od naszej Krynicy Górskiej. W zarezerwowanym przez nas noclegu czekał na nasze przybycie właściciel hostelu, miłe i przytulne kwatery z czystą pościelą na wygodnych łóżkach, czystymi łazienkami z ciepłą bieżącą wodą, nawet telewizją (chociaż tylko w rumuńskim wydaniu ) , Wi-Fi i z w pełni wyposażonym zapleczem kuchennym czyli lodówka, czajnik, ekspres do kawy, czyli normalny standard i to za 1/2 ceny, jaką musielibyście zapłacić w obu wspomnianych przeze mnie Krynicach
Wszędzie, zarówno w hostelach jak i restauracjach, miejscach zakupu biletów na górskie kolejki, nawet na zwykłych ulicach miasta bez większych problemów porozumiecie się w języku angielskim a jeśli nie, wszystko da się ogarnąć w międzynarodowym „migowym” 🙂
Dzień 2

Z miejscowości Sinaia wyruszyliśmy w góry na 2-dniowy trekking i podreptać po górach Transylwanii. Wielokrotnie zatrzymywaliśmy się i po prostu siadaliśmy urzeczeni pięknem tych gór. Chłonęliśmy widok po widoku, kolejny zapierający dech w piersiach krajobraz po krajobrazie…uwierzcie nawet najlepsze zdjęcia nie oddają w połowie piękna i rozmachu przyrody, jakiego doświadczyłem na własnej skórze.
Pierwszy etap górskiej wędrówki zakończyliśmy noclegiem w schronisku na 2500m.n.p.m. Warunki noclegu znacznie trudniejsze niż w miejscowościach stricte turystycznych w niższej partii gór, ale po kilkugodzinnej „wspinaczce” i tak wydawały się mocno znośne, chociaż nie było tam już dostępu do bieżącej wody i elektryczności  a temperatura nie rozpieszczała.
Dzień 3

Następnego dnia zeszliśmy z samych szczytów Transylwańskich wzniesień do niewielkiego miasta u podnóża gór – Bucegi, a stamtąd wróciliśmy pociągiem po pozostawioną w Sinaia naszą wypożyczoną skodzianę )

Zejście z przełęczy na wysokości 2500m n.p.m. zajęło nam około 5,5 godziny. Widoki były nie do opisania…Przez większość trasy byliśmy pośród tej niesamowitej przyrody zupełnie sami.  Ponad 13 km zejścia w tym krótkim relatywnie czasie zrobiło swoje i chociaż szczęśliwi, przez kolejne dwa dni do wylotu poruszaliśmy się na „drewnianych nogach” . Ale było naprawdę warto . Natura wynagrodziła nam trudy wspinaczki.
Dzień 4

Kolejny dzień to przejazd trasą Transfogarską. Ponownie wzbijaliśmy się na wysokość 2500m n.p.m. Niekończące się serpentyny asfaltowej drogi i przydrożne parkingi, na których zatrzymywaliśmy się w poszukiwaniu jak najlepszych widoków i fotograficznych ujęć…obłęd!!! To naprawdę warto zobaczyć na własne oczy.

W ciągu zaledwie kilkunastu godzin podróżowaliśmy pomiędzy temperaturą 24 stopnie, przez zaledwie 4 stopnie i po 22 kończąc przejazd –  szaleństwo dla organizmu  Wkładasz kurtkę i zdejmujesz co 15 minut, a jeśli zaczyna padać to częściej… . Jest nawet moment, w którym zaczyna Cię to denerwować, ale to co widzisz własnymi oczami neutralizuje każde wkurzenie 🙂
Podczas wędrówek przebijaliśmy się przez stada owiec, zarówno na szlakach pieszych jak i na lokalnych drogach, stanęliśmy oko w oko z dzikimi zwierzętami, które dosłownie żerowały przy drodze! Lis to małe miki, choćby i wściekły, ale podczas przejazdu trasą Transfogarską spotkaliśmy nawet niedźwiedzia! Cieszyłem się, że byłem w tym momencie w aucie, chociaż to że był niecałe 5m ode mnie wywoływało pewien niepokój… misie nie zawsze bywają pluszowe
Dzień 5

Ostatni wieczór  i ostatni dzień spędziliśmy w Bukareszcie. Chyba najmniej ekscytujący wieczór i poranek z całego wyjazdu, ale jeśli chodzi o moją osobę, to nie żałuję. Nogi i tak już „nie podawały” po tym co przeszliśmy przez te kilka wcześniejszych dni w górach, więc kolejne szlaki zostały już poza naszymi możliwościami…
Bukareszt to miasto tętniące życiem i tak je zapamiętam. Przyjemna starówka, klimatyczne knajpy i morze turystów, chociaż sezon jeszcze się na dobre nie zaczął…  To miasto pokazuje najlepiej, jak bardzo Rumunia stara się pozostawić w tyle ustrój socjalistyczny i zbliża się do standardów UE.

To prawda, że Rumunię można zwiedzać kilkukrotnie, podpisuję się pod tym obiema rękami. Chętnie jeszcze bym tam wrócił, jeśli nadarzy się taka możliwość.

To co, nabraliście ochoty na zwiedzanie Rumunii i spotkanie z misiami? 🙂

Tekst: Yaro Gałązka – dziękuję i zapraszam czyściej 🙂

Fot: Ja 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s