Z pamiętnika Silimingi

1.07.2013/Ghana

Siliminga! Siliminga! Good morning Madame!

* siliminga – biała

Tak zaczyna się mój dzień w bundolskiej rzeczywistości. Po przebudzeniu w glinianej chacie, wyjściu z moskitiery biorę szybką kąpiel w wiadrze. Następnie śniadanie, na które jest zawsze ten sam niedobry tizet** z dodatkiem ostro przyprawionego oleju i w drogę.

** tizet – lokalna papka którą jedzą na śniadanie, obiad i kolację 😉

widok z mojej chaty

O 8:00 zaczynam z dziećmi lekcje. Uczę ich piosenek, angielskich słówek i zwrotów, podstaw geografii, ale znajdujemy również czas na rysowanie, malowanie, gry i zabawy edukacyjne. Są niezwykle chętne do nauki i aż potykają się o siebie, gdy proszę by podeszły do tablicy i coś powtórzyły. Wiele z nich pierwszy raz w życiu miało w ręku kolorową kredkę, puzzle, pędzle i farby. To wspaniałe uczucie widzieć tą radość i zaskoczenie na ich twarzy.

puzzle układane przez dzieci pierwszy raz w życiu

Za moimi plecami rozciągał się ogromny plac budowy. Szkoła rośnie w oczach! W niektórych momentach w budowę zaangażowanych jest około 20 osób:  Awudu – szef budowy, jego dwóch pomocników oraz mieszkańcy.

Każda rzecz, która jest potrzebna na budowie jest wykonywana ręcznie! Nie ma betoniarki, zakupionych cegieł, bieżącej wody do wykorzystania. Fundamenty wykopywane są narzędziami przypominającymi łopaty, cegły wykonywane są na miejscu ze specjalnie przygotowywanych form, cement mieszany ręcznie i przenoszony taczkami i miskami na budowę, a woda przynoszona na głowach kobiet z rzeki. Kobiety idą po nią blisko dwa kilometry! Za jednym razem każda z nich jest w stanie przenieść nawet 50 litrów. Ja ledwo doczołgałam się z 10 litrami… W parzącym słońcu jest to ogromnie wyczerpujące.

wyprawa po wodę

Pierwsze chwile w Bundoli

To był ten moment, na który tak długo czekałam i do którego się przygotowywałam, ale stojąc na tej cynamonowej ziemi wszystko wydawało się zupełnie inne! Wszystko mnie zaskakiwało i cieszyło jednocześnie.

Zostałam niezwykle miło przywitana przez mieszkańców i zaprowadzona do mojego pokoju, w którym jeszcze do niedawna mieszkał Mathiev. Zostały tam jego rzeczy, koszulki i spodnie powieszone na ścianie. Mam również wielu współmieszkańców – karaluchy, pająki i skaczące robaki. Aby wyładować wszystkie rzeczy, które przywiozłam ze sobą do szkoły zaangażowanych było mnóstwo dzieciaczków, które wszystko niosły na głowach do mojej chaty. Gdy weszłam do mojej zagrody musiałam przebrnąć przez tysiące leżących na ziemi orzeszków, ominąć kury, koty, kozy. Pojawił się nawet osioł, który właśnie wychodził z jednej z chat! Pomyślałam wtedy – będzie ciekawie! 🙂 Za mną, przede mną, po bokach wszędzie ogrom ludzi, dzieci i fruwających muszek, bo obok mojego pokoju coś się właśnie wylało. W końcu, przedzierając się przez ten cały slalom, dotarłam do mojej chaty, a wraz ze mną wódz, szef, John i kilku innych mężczyzn. Dzięki Johnowi, który jest moją prawą ręką w wiosce, mogłam się porozumiewać. Cały czas mówili jak bardzo się cieszą, że ich odwiedziłam i że chcę mieszkać razem z nimi. Przekonywali, że jeżeli tylko będę czegoś potrzebować to przygotują. Zapewniali, że moje rzeczy są bezpieczne i że będą o mnie dbać. I tak jest! Cały czas mam niezwykłą pomoc z ich strony.

przywitanie z szefem wioski

Początki budowy

Budowa miała zacząć się następnego dnia po moim przyjeździe, ale… okazało się, że nie dotarł piasek i cement. Kolejnego dnia przyjechał piasek, ale cement cały czas „był w drodze”. Trzeciego dnia dotarło wszystko, ale tym razem brakowało budowniczych. Awudu przyjechał po południu. Umówiliśmy się, że zacznie prace następnego dnia „in the morning”. Ale następnego dnia „in the morning” to ja zaczęłam lekcje, a Awudu – ani widu ani słychu. Dojechał przed południem i ten potężny gość dostał ode mnie „burę”. Kolejnego dnia był nawet przed czasem 🙂

Mimo tego wydłużającego się początku postępy w pracy były i są niesamowite. Zaangażowanych jest bardzo wiele osób. Praca rozdzielona jest na grupy – jedni tworzą bloczki do budowy, inni kopią fundamenty, kolejni malują drewno, inni rozrabiają cement, a kobiety noszą wodę.

Mam również niezwykle dużą pomoc od polskiego Misjonarza Mariusza Pacuły SVD, który jest moim ghańskim budowniczym mentorem. Bez niego ciężko byłoby mi ogarnąć zakup wszystkich słupów, cementu, piachu, blachy i skompletować dobrą załogę do pracy.

Obecnie zaczynamy już przygotowywać konstrukcję dachu. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze będę miała szansę, by pomalować szkolę. Dziś wybieram się po zakup farby. Koncepcję już mam 🙂 Nie będzie to normalnie pomalowana szkoła – tego możecie być pewni!

Po dwóch tygodniach pobytu

Kiedy leciałam do Ghany wydawało mi się, że już dużo wiem o miejscu, w którym będę mieszkać, o ludziach, z którymi będę przebywać, o tym co i w jaki sposób chcę zrobić w Bundoli. Uczyłam się gier, zabaw, układów, tworzenia piesków z balonów i origami by było ciekawie i różnorodnie. Jednak, gdy tylko postawiłam nogę w wiosce to przekonałam się, że nie da się przygotować do takiej wyprawy „w swoim europejskim domu”. Ten świat jest dla nas kompletnie abstrakcyjny, często niezrozumiały i zaskakujący. Tak wiele rzeczy, które z perspektywy bycia w Polsce wydawały mi się ważne do zrobienia są niedostosowane do tutejszych realiów. Widzę też jak wiele nowych potrzeb rodzi się każdego dnia i jak modyfikuję swoje wcześniejsze pomysły. Dopiero wkraczając w te realia życia, kładąc się spać i budząc w chacie, jedząc posiłki ze wszystkimi, rozmawiając o rzeczach trudnych, chodząc na farmę, pisząc pamiętnik przy latarce, kąpiąc się w wiadrze, przebywając i wykonując codzienne obowiązki jestem w stanie wiele rzeczy zrozumieć i nie klasyfikować tego co czasem robią jako dobre lub złe, ale jako inne. Inne, bo dostosowane do tutejszych realiów życia, które jeszcze długo się nie zmienią lub może nawet nigdy bez podania im ręki.

nauka w ciemności


Szkoła to była dobra decyzja!

Edukacja jest jednym z tych elementów, który jest tu niezbędny. Prawie wszyscy mówią w lokalnym języku – kombo. Młodsi znają niektóre podstawowe zwroty swojego urzędowego języka czyli angielskiego. Potrzebne jest dużo pracy, motywacji i energii, ale się da! Osobiście utwierdzam się w tym przekonaniu każdego dnia.

przygotowywanie wystawy rysunków

Minęły ponad dwa tygodnie od czasu, kiedy jestem w Bundoli. Przez ten czas wiele się już zmieniło. Nie tylko to, że powstaje nowy budynek, ale również to na czym zależało mi najbardziej i dlatego chciałam zamieszkać w wiosce – zmienia się nastawienie do szkoły, edukacji i nauki zarówno dzieci jak i ich rodziców!
Dziękuję Wam bardzo za wsparcie, zaangażowanie i wpłaty!

Niestety nie da się przekazać wszystkich moich emocji, które mi towarzyszą, sytuacji, które się wydarzyły oraz wdzięczności dzieci i mieszkańców.

Gdy wrócę postaram się dać Wam choćby namiastkę tego co tu doświadczyłam. Cieszę się, że tu jestem, bo mogę to wszystko poczuć i zobaczyć jak wiele im wspólnie pomagamy. Obecnie niestety brak prądu ogranicza moje możliwości pisania. Mam na szczęście niezawodny notes i długopis dzięki czemu mogę przelewać swoje codzienne wrażenia.

14.07.2014 Ghana

„Budujemy szkołę w Ghanie” i… wybudowaliśmy!

Gdyby  ktoś, kiedyś powiedział mi – „Ania, czy wiesz, że mając 28 lat zaangażujesz się „całą sobą” w wolontariat w Fundacji i dzięki temu zorganizujesz w kilka miesięcy zbiórkę pieniędzy, pojedziesz sama do Afryki, zamieszkasz w wiosce bez cywilizacji, dzięki wsparciu wspaniałych ludzi wybudujesz tam szkołę, włączysz światło w klasach, pomimo, że osada była całkowicie bez dostępu do elektryczności oraz wybudujesz w pobliżu studnię, ponieważ najbliższe ujęcie wody znajduje się w odległości 2 kilometrów” – to nie wiem czy bym uwierzyła, ale na pewno powiedziałabym, że bardzo chciałabym to zrobić!

Cel: Budowa szkoły i wyposażenie dzieci w przybory szkolne

Start: Warszawa, 18 czerwca 2013 roku.

Czas budowy od A do Z: 16 dni!!!

Trasa: 8000km z Warszawy do Akry przez Dubaj, 400km z Akry do Tamale, by zrobić zakupy brakujących materiałów, 200km z Tamale do Gushiegu nocą, 30km do miejsca docelowego – niewielkiej wioski Bundoli.

Środki transportu: samolot, pickup zawsze załadowany po brzegi materiałami, trotro, busy, motocykl, rower, rozpadające się taxówki.


Codzienna rzeczywistość w Bundoli

Pobyt w wiosce był momentami niezwykle uciążliwy – brak wody, jedzenie bezwartościowych, ciągle tych samych „papek”, spanie z karaluchami i pająkami, życie z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji. Nowe okoliczności wymagały ode mnie ciągłego dostosowywania się do nowych realiów życia, ale jednocześnie dostarczały fascynujących i emocjonalnych przeżyć, niosących ze sobą ogrom radości i wzruszeń. Mieszkańców intrygowały moje długie blond włosy, codzienne pisanie pamiętnika, korzystanie z łyżki, papieru toaletowego, chusteczek i picie butelkowanej wody. Wiele razy bywało tak, że to co dla mnie było codziennością (noszenie butów, okularów przeciwsłonecznych), dla nich było luksusem i abstrakcją. Mnie z kolei nieustannie dziwiło ich podejście do wychowywania dzieci, społecznie akceptowana poligamia, staranne dbanie o higienę pomimo braku dostępu do bieżącej wody, bardzo skromne chaty, ich szczery zachwyt monotonnym jedzeniem, spożywanie posiłków rękami, zabawy dzieci „bez zabawek”, a przy tym ich niezwykła pracowitość, skromność, skłonność do niesienia pomocy, uczciwość  oraz ogromny szacunek dla rodziny.

Dzięki temu, że zatrzymałam się w wiosce, żyłam w takich samych warunkach jak mieszkańcy i spędzałam z nimi każdą chwilę – spożywałam posiłki przez nich przygotowywane, pracowałam na budowie, chodziłam wspólnie ze wszystkimi po wodę do oddalonego o kilka kilometrów źródła, bawiłam się i uczyłam dzieci, kąpałam w wiadrze, a nocą żyłam w takiej samej ciemności jak oni – mogę powiedzieć, że trafiłam do świata ich codziennych problemów i radości! Pozwoliło mi to zaobserwować oraz doświadczyć wiele rzeczy, których nie byłabym w stanie zrozumieć jeżeli nie zostałabym tam tak długo. Zauważyłam też, jak z dnia na dzień otwiera się przede mną cała wioska. A ja… nie podchodziłam już do dzieci jak do „gromadki”, ale znałam ich imiona, wiedziałam, które chodzą do szkoły, a którym nie został udostępniony ten przywilej, co lubią i gdzie mieszkają. Już w pierwszych dniach pobytu w Bundoli utwierdziłam się w przekonaniu, że mieszkańcy zasługiwali na tę pomoc!

„Ręczny” plac budowy w Bundoli

Gdy udało się w końcu zebrać wszystkie materiały ruszyliśmy z budową! Zaczęliśmy od wyznaczenia z wodzem wioski najlepszego miejsca i przygotowania profilu szkoły. Następnie były zalewane fundamenty wyrabianym ręcznie cementem, mieszanym z piaskiem i wodą. Kolejnym etapem było zrobienie a’la pustaków ze specjalnej zaprawy wlewanej do gotowych form. W międzyczasie odbywało się również malowanie desek, noszenie na głowach wody niezbędnej do dalszej budowy oraz przygotowywanie konstrukcji dachu.

Szkoła rosła w oczach! W oczach zmieniała się również wioska Każdego poranka gdy pojawiałam się na budowie witały mnie radosne twarze mieszkańców, którzy krzyczeli z daleka „Dasiba”*. Pytali jak się czuję i czekali jak z europejskim akcentem odpowiem „Indżambe!”**. Moja odpowiedź zawsze wywoływała salwy śmiechu, w związku z tym, że  używam ich lokalnego języka.

*Dasiba – dzień dobry, w lokalnym języku komba
**Indżambe – dobrze, w lokalnym języku komba

Fantastycznym uczuciem było widzieć jak każdego dnia zmienia się wioska, obserwować uśmiechy dzieci, widzieć zaangażowanie mieszkańców w budowę oraz zaobserwować naturalną i niczym nieskrępowaną radość. Każdego dnia doświadczałam i widziałam ich szczerą, prawdziwą wdzięczność.

„Madame, please don’t go!”
Takie słowa słyszałam od dzieci w wiosce ostatniego dnia… Nie sądziłam, że będzie mi aż tak ciężko pożegnać się z mieszkańcami. Przez 3 tygodnie moim domem była chata w Bundoli. Każdą chwilę, od otwarcia oczu aż do momentu położenia się spać, spędzałam z mieszkańcami i dziećmi…

Pożegnanie

Przemówienie wodza, tańce kobiet, a na prezent koza, calabash i specjalnie uszyte wdzianko przez wioskę 🙂 Takie pożegnanie przygotowała mi wioska w dniu mojego wyjazdu w ramach podziękowania za to co dla nich wspólnie zrobiliśmy – Fundacja i Darczyńcy.

Zakończyliśmy! 🙂

Wybudowaliśmy najbardziej kolorową(!) szkołę w całej Ghanie, której patronem został  Ryszard Kapuściński.

Pomimo tego, że byłam tam cały czas to czasami sama nie mogę uwierzyć, że w 16 dni powstała szkoła dla dzieciaków z Bundoli :-)))) Ściany szkoły pokrywają niezliczone cytaty, rysunki, litery oraz działania matematyczne. Na jednej z głównych ścian budynku można również znaleźć miniaturkę mapy świata dającą mieszkańcom wyobrażenie o ich miejscu w globalnej rzeczywistości, a także przeczytać motywujące i inspirujące hasła oraz teksty dziecięcych piosenek.

Poziom zmęczenia wykraczał poza skalę, ale poziom satysfakcji i radości jeszcze bardziej!
Dzięki wszystkim ludziom, którzy tak chętnie włączyli się do akcji, udało się również kupić szkolne przybory, a także włączyć światło w wiosce, która do tej pory była całkowicie pozbawiona elektryczności. Dzięki zaangażowaniu i wsparciu finansowemu darczyńców udało się diametralnie zmienić sytuację dzieci, które do tej pory uczyły się w świetle latarek i lamp naftowych.

Spełnienie marzenia i realizacja swoich pasji wymaga często zaangażowania, czasu, „utytłania”, zmęczenia, walki z własnymi słabościami, ale satysfakcja z ich realizacji jest bezcenna! Tym większa jest wtedy, kiedy pozostawia po sobie coś dobrego dla innych.

Chciałabym bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy udzielili wsparcia w czasie całej akcji: ks. Mariuszowi Pacule SVD – gospodarzowi miejsca, Fundacji DZIECI AFRYKI za zaufanie i całą pomoc, którą od Was otrzymałam!, MiniLo&Aniela – sponsorowi szkoły, moim znajomym, osobom, które poznałam w trakcie prowadzenia zbiórki i firmom, które wierzyły w powodzenie całego projektu „Budujemy Szkołę w Ghanie”. Osobiście, dodało mi niesamowitej energii do działania i realizacji projektu.

Dziękuję!

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Z pamiętnika Silimingi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s